Zostałam wczoraj potwornie zraniona. Płakałam, a najgorsze było to, że nie potrafiłam tego zakończyć . Chciałabym przestać czuć, czy to wszystko musi tak cholernie boleć ? Ostatnio jestem raniona każdego dnia i męczy mnie pytanie: czy do bólu wewnętrznego można się przyzwyczaić ? Czym sobie na to zasłużyłam ? Serce przestanie krwawić, a oczy już nie będą zapłakane ?
Dziś zrobiła to osoba po której nigdy w życiu bym się tego nie spodziewała, jedna z najbliższych mi osób w ostatnim tym jakże chwiejnym okresie.
Obojętna twarz, zero reakcji na to co mnie otacza. Postanowiłam się cofnąć i nie mącić nieodpowiednim ludziom w głowie. Nie będę już przez nich płakać. Niestety Pawła nie było wczoraj i nie będzie go dziś. Trochę mi samotność doskwiera, ale nic na to nie poradzę. Cieszę się , że przynajmniej jest ze mną duchowo, nie czuję jego nieobecności, nie ma kłótni i niedomówień. Nic nie staje się monotonne i totalnie przewidujący, a raczej życie ostatnio nieźle mnie zaskakuje. Poznałam paru bardzo ciekawych ludzi, którzy stają się dla mnie ważni. Tylko tego troszeczkę się boję.
Nienawidzę tych rodzinnych imprezek , a jedna z nich właśnie mnie czeka.Założę czarną sukienkę, będę cicha i milcząca, tak będzie dla wszystkich lepiej. Będę taka jaką chcą mnie wszyscy mieć.
