Przeszłość wraca jak bumerang i wprowadza zamęt w dobrze zkategoryzowanym życiu. Cała dotychczasowa siła zostaje użyta w celu utrzymania bodźców otoczenia oraz towarzyszących im refleksji na dużym poziomie abstrakcji. W przeciwnym razie, powstałby kolejny ocean spokojny. Bo niespokojny pozostawiony bezpańsko, już wyschnął pod wpływem promieni słonecznych. Spokój uzyskany w sztuczny sposób funkcjonuje właściwie. Nie wiem o ile ma on związek z moją osobowością. Próba zaufania ludziom, którzy powinni być mądrzejsi ode mnie, a już na pewno bardziej kompetentni, przynosi zamierzone skutki. Z punktu widzenia obserwatora- na pewno. Jedna substancja może zupełnie odmienić mentalność człowieka, jednocześnie na chwilę niwelując zaburzenia.
Co sądzisz o gryzieniu bądź całowaniu w szyję ? Mój drogi, cóż ja ci mogę odpowiedzieć. Jak typowy człowiek w moim podejściem, odpowiem- to zależy. Każda forma wyrażania uczuć jest właściwa. Jednak w przeciwieństwie do pewnej przekupnej pani psycholog- uważam, iż nie należy wmawiać ofiarom prześladowań domowych, że ich ciemiężyciele zadają im ból z miłości. Ale to chyba jest tylko taka mała dygresja z mojej strony. Wszystko ma swój czas i miejsce, jak większość zdążyła zauważyć- moja tolerancja również ma swoje granice. Odnoszenie się ze swoim uczuciem, zarówno dotyczy to par heteroseksualnych jak i homoseksualnych- jest obrzydliwe i niewłaściwe. Wybaczcie ale nie mam ochoty wchodzić w życie intymne innych ludzi, a już tym bardziej w nim uczestniczyć. Z teoretycznego punktu widzenia powinnam mieć takie swoje życie, do którego uciekam po ciężkiej codzienności- albo raczej jego brak. A więc subiektywnie rzecz ujmując- całowanie w szyję jest źródłem niezwykłej przyjemności- szczególnie jeśli na tym się nie kończy. W grę wchodzi tutaj specyfika ust drugiej osoby, zapachu oraz częstotliwości oddechu. Sytuacja ulega komplikacji, gdy podniecająca staje się perspektywa bezdechu. Kąsanie raczej kojarzę ze zwierzętami, z którymi zresztą nie jeden człowiek się utożsamia. Taka "dusza krwiopijcy", która jest zaprzeczeniem samej siebie może być problematyczna w życiu. Lecz uzależnienia bywają różne-jeśli ktoś nie ma tendencji do pojawiania się blizn to urozmaicają akt, ale tutaj pole działania zostawiłabym już raczej psychopatologii.
Każdego dnia toczę walkę pomiędzy praktycznym psychologizmem a teoretycznym biologizmem, Ku mojemu zdziwieniu, żadne z tych przemyśleń nie odbiegają od hormonów i układu krążenia.
środa, 28 października 2015
niedziela, 18 października 2015
Oświadczam, iż w przeciwieństwie do ludzi, którzy lubią sobie tak powtarzać, ja nie jestem kowalem swojego losu. W pewnym stopniu być może-uśmiecham się, swoim zachowaniem zmuszam siebie oraz innych do pewnych aktywności. To zawsze przynosi jakieś zamierzone cele. Aczkolwiek czasami już na starcie mamy pod górkę. Nie będę opowiadać jak to nasz kraj jest krainą wina i miodu płynącą..w którym odebranie windy przez dwa miesiące wakacji stanowi krok nie do przeskoczenia. Dlatego też od początku studiów musiałam zacząć uchodzić za niesamodzielną, "kapryśną" dziewczynę, która nosi się przy każdej możliwej okazji. Maska bezlitosnej kobiety nijak do mnie pasuje, a może jednak ? ;> Owszem- bardzo lubię moją grupę na studiach, nareszcie chociaż po trochu ktoś rozumie moją mapę myśli. W końcu to psychologia..tutaj wszyscy są zdrowo stuknięci. Jest mi niezmiernie przyjemnie, ucząc się nazw różnego rodzaju metod komunikacyjnych, których nieświadomie używam od dziecka. Być może uda mi się nawet jakieś wyeliminować z gry. Co pewnie miałoby jakieś pozytywne skutki, w szczególności w relacjach z facetami, które zawsze sprowadzają się do jednego tematu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)