niedziela, 18 października 2015

Oświadczam, iż w przeciwieństwie do ludzi, którzy lubią sobie tak powtarzać, ja nie jestem kowalem swojego losu. W pewnym stopniu być może-uśmiecham się, swoim zachowaniem zmuszam siebie oraz innych do pewnych aktywności. To zawsze przynosi jakieś zamierzone cele. Aczkolwiek czasami już na starcie mamy pod górkę. Nie będę opowiadać jak to nasz kraj jest krainą wina i miodu płynącą..w którym odebranie windy przez dwa miesiące wakacji stanowi krok nie do przeskoczenia. Dlatego też od początku studiów musiałam zacząć uchodzić za niesamodzielną, "kapryśną" dziewczynę, która nosi się przy każdej możliwej okazji. Maska bezlitosnej kobiety nijak do mnie pasuje, a może jednak ? ;> Owszem- bardzo lubię moją grupę na studiach, nareszcie chociaż po trochu ktoś rozumie moją mapę myśli. W końcu to psychologia..tutaj wszyscy są zdrowo stuknięci. Jest mi niezmiernie przyjemnie, ucząc się nazw różnego rodzaju metod komunikacyjnych, których nieświadomie używam od dziecka. Być może uda mi się nawet jakieś wyeliminować z gry. Co pewnie miałoby jakieś pozytywne skutki, w szczególności w relacjach z facetami, które zawsze sprowadzają się do jednego tematu.

czwartek, 27 sierpnia 2015

To zabawne jak z dnia na dzień można przekreślić drugiego człowieka, zmienić zupełnie pogląd o tej osobie. Nagle zacząć bardziej wierzyć swoim domysłom, pogłoskom, czy może zgadywać intencje niżeli uwierzyć w te wypowiedziane. Sęk w tym, że osoby, które nas kochają często robią rzeczy dla nas niepojęte, co niekoniecznie świadczy o tym, iż nie są warte zaufania. Bunt jest przeznaczony dla wszystkich, a krzykliwe i głodne niezależności ja jest dużo ważniejsze od kaprysów innych. Takie sytuacje uczą. To wszystko nie znaczy, że nie ma już we mnie uczuć sprzed paru tygodni, wiem jedno- tęsknota nie zatruwa mi życia. Przeszłość była przyjemniejsza, ale to nie znaczy że należy do niej dążyć wbrew swojemu sumieniu. Zabawa już nie cieszy jak za dawnych czasów- ale rozsądny egoizm i szacunek dla samej siebie napawa mnie dumą.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Ostatnie dni utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie posiadam niczego, co nie byłoby tylko moje. Pewien pan mi powiedział : "Pamiętaj, że jestem starszy, 4 lata do nadal więcej niż 20% Twojego życia". Kto z Was przeprowadza takie kalkulacje ? Być może wiek to tylko liczby, niekoniecznie równa się z doświadczenie życiowym. Równie dobrze można przeżyć 4 lata w totalnej bezczynności, nie robić nic wartościowego ze swoim życiem i zmarnować te 20% , wtedy stoimy w martwym punkcie, jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu co ludzie parę lat młodsi. Z tym, że oni mają jeszcze do dyspozycji te 4 lata, które nam uciekły. Racja, czasami przez rok można przeżyć więcej i zdobyć więcej mądrości życiowej niż w ciągu poprzednich 10 lat. Myślę, że na tym własnie polega życie. Ale co jest istotne ? Nie nazywajmy siebie ludźmi bardziej dojrzałymi, czy doświadczonymi od innych przez wzgląd na wiek czy trudną sytuację z którą przez całe życie się mierzymy. Pamiętajmy, że nie wiemy co przeżyła ta druga osoba, dla każdego człowieka co innego wywoła nagłe olśnienie i przejrzenie na oczy, iż czasami warto byłoby się zachować w sposób bardziej dojrzały. Jednym wystarczy jedno wydarzenie, innym nawet seria tragicznych wydarzeń nie zmieni sposobu myślenia. Cokolwiek mówimy, nasz rozmówca nie wie co przeżyliśmy, my natomiast nie wiemy co przeżył on, być może przeżył o 20% więcej, być może wyciągnął z tego wnioski, być może nie. Ale nigdy, nawet jeśli jesteś osobą 100-procentowo empatyczną, nie jesteś w stanie postawić się w punkcie w którym stoi Twój rozmówca, dopóki sam tego nie przeżyjesz. Nie wiesz w jaki sposób on się czuję, nawet jeśli uważasz, że przeżyłeś coś dużo gorszego.
Depresja ? Każda różni się od innych, powodem, sposobem odczuwania. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużą rolę odgrywają w nas wspomnienia, których nigdy z nikim nie przepracowaliśmy. Leki pomagają uśmierzyć ból, jednak nie leczą zaburzeń psychicznych, rozmowa stanowi kluczową rolę. Wczoraj zdradziłam tajemnicę, którą kryłam w sobie od 3 lat. Dlaczego? Przez wstyd, który niekoniecznie należał do mnie. Niestety mam w zwyczaju wstydzić się za ludzi, których kocham. Jakie jest moje aktualne zadanie ? Przepracować to wydarzenie, które jest powodem wszystkich moich późniejszych kłopotów. Rozpoczynamy terapie i pracę nad sobą !

A teraz maltretujemy barki prądami i laserem ! ;>

środa, 29 lipca 2015

niespodzianka

Lubię starszych ludzi. Lubię ludzi którzy mogą pochwalić się mądrością życiową, którzy zawsze wiedzą w którym momencie pojawić się w naszym zyciu i powiedzieć " tak właśnie zrób, idź za głosem serca". Czasami starasz się miesiącami podjąć jakąś znaczącą decyzję. Nagle wstajesz rano i już wiesz. Nie wiesz skąd, ani dlaczego. Po prostu. Oczywisty staje się fakt, aby kroczyć tą drogą. To te decyzje uznaję za właściwe, wynikające z nikąd, przez wzgląd na intuicję czy wewnętrzny spokój, który towarzyszy myśląc o tej ścieżce.

Zaczynam wierzyć w telepatię, w siłę myśli. Wczoraj odezwała się do mnie osoba o której bardzo intensywnie myślałam przez cały weekend. Pragnęłam z nią porozmawiać, o przeszłości, teraźniejszości i lepszej przyszłości, którą kiedyś sobie przysięgaliśmy. Osoba ta od dziecka odgrywała bardzo istotną rolę w moim życiu, to z nią kształtował się mój charakter. Okazuje się, iż pomimo 3-letniej rozłąki nadal potrafimy rozmawiać tak samo, tak jakbyśmy nadal byli blisko, obecni w każdym elemencie naszego życia. Być może, prawdziwej przyjaźni nie da się zniszczyć. Nawet jeśli nie byliśmy rozważni i przestaliśmy o nią dbać. Czuję, że jakiś skrawek mojej duszy został nakarmiony.


wtorek, 28 lipca 2015

Spójrz tylko na nich - pustka.

Zaczynam tutaj od nowa. Postanowiłam nie usuwać starych postów bo poniekąd jest to część mojej przeszłości, skrawek mojej własnej historii której nie chciałabym się pozbyć. Pełną parą wkraczam w dorosłe życie, napotykając coraz to więcej trudności, zmierzając się z większą ilością obowiązków. Postanowiłam zobaczyć jak wygląda życie człowieka, który pracuje w pełnym wymiarze czasu. I bynajmniej praca w biurze nie jest moim powołaniem, tym bardziej cieszę się, że z powodzeniem wybrałam psychologię. Grzebanie w papierach cholernie nuży, tym bardziej jeśli każdy z kolejnych poznanych osób nie ujawnia żadnych charakterystycznych cech. Ludzie tak bardzo pochłonięci życiem codziennym zupełnie zapominają o sobie, o jakichś większych duchowych potrzebach. Przekładając dobra materialne ponad wszystko. A im bardziej czegoś pragniemy tym bardziej wymyka nam się to z rąk. Ostatnio dużo analizuję, ludzie na każdym kroku pragną nadzwyczajności, idealnej miłości, przyjaźni, wzniosłych uczuć, które sprawiają, że przez chwilę czują się "fajnie". Z tego wszystkiego zapominają, iż postawili to ponad wszystko. Każda chemia, czy magia przemija, człowiek zaczyna się przyzwyczajać po czym pragnie kolejnej rzeczy. Być może to dobrze, bo czym byłoby życie gdybyśmy do niczego nie dążyli?  Tylko dlaczego nie potrafimy dostrzec piękna w zwyczajności,bo przecież to nie motylki w brzuchu czy przypadkowy seks stanowią wielkie piękno lecz paroletni związek z burzliwą historią, kochająca się rodzina pomimo przeciwności losu. Być może mam inna teorię miłości, która moim zdaniem jest nauką. Nauką drugiego człowieka, która następuje po zauroczeniu, pełnym wzniosłych chwil, emocji. Być może potem następuje nuda, ale właśnie wzajemna akceptacja,dostrzeganie swoich wad i znoszenie ich, bycie razem zarówno podczas humorków jak i niehumorków stanowi WIELKIE PIĘKNO.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Łapać motyle ...


Nie pisze bo szczerze mówiąc nie umiem,nie potrafię opisać tego co we mnie siedzi. Na pozór, jest fantastycznie, piękna pogoda sprawia, że chce się żyć .Myślę, że każdy to odczuwa w jakimś stopniu, ja również. Tylko martwi mnie to, że nie mam z kim cieszyć się tą wiosną. Ostatnio jedynymi osobami w którymi gdziekolwiek wychodzę są moi rodzice. Jestem szczęśliwa, że ich mam, aż boję się pomyśleć co byłoby gdyby ich także zabrakło. Moje życie bez P stało się strasznie monotonne, bardzo mi Go brakuje. Teraz już nie wystarczy jeden telefon, aby wszystkie smutki znikły. Ostatnio bardzo często łapię się na tym, że myślę o tym co byłoby gdyby …gdybym postąpiła inaczej…co robiłabym w tym momencie, gdyby wszystko było na swoim miejscu. Nie sądzę, że spędzałabym popołudnia w domu . Zbyt dużo pochopnych decyzji, w takich sytuacjach prędzej czy później wszystko wymyka się spod kontroli i przestajemy mieć wpływ na to co się dzieje. A wiecie co jest najgorsze ? Reakcje tych wszystkich ludzi,  gdy dowiadują się, że wszystko się rozpadło i to na moje własne życzenie. Niemożliwe, że tak się to skończyło , przecież byliśmy nierozłączni , a jednak…a życie leci dalej i nawet nie stara się na mnie poczekać.


sobota, 30 marca 2013

Betonowe lasy mokną, wiatr wieje w okno...



U mnie jest dość dziwnie, panuje chaos w którym nie potrafię znaleźć nawet na chwilę spokoju. Zaczynam odczuwać problemy, które towarzyszą podczas wchodzenia w dorosłe życie. Nie chce mi się pisać o moim życiu emocjonalnym bo obecnie jest to jeden wielki burdel bez jakiegokolwiek rozwiązania.

Stwierdzam tylko, że polska służba zdrowia i polskie przepisy mnie przerażają. Totalne dno, ja się pytam kto to wszystko wymyśla ? Chyba ludzie którzy nie mają pojęcia o niepełnosprawności.


Życzę Wam wesołych, spokojnych świąt !