niedziela, 1 listopada 2015

A może ptaki skrzeczą nad ziemią z lęku wysokości, a nie przyjemności ?  Czy to nie jest tak, że najbardziej nieszczęśliwi ludzie wyglądają na usatysfakcjonowanych z życia? Mieliście kiedyś znajomych, którzy zawsze odznaczali się niepoprawnym optymizmem? Zawsze i wszędzie byli w stanie poprawić atmosferę sytuacji,tak aby inni czuli się komfortowo. Dlaczego? Może dlatego, aby zasłużyć na uwagę i odrobinę uznania, spróbować uzależnić innych ludzi od siebie. Nie mam tutaj na myśli głębokich problemów psychicznych lecz raczej ich podstawę, której źródłem jest problem z postrzeganiem siebie jako wartościowego człowieka. Z punktu widzenia takiego człowieka, udawanie przeciwstawnej osoby jest jedyną szansą na kontakt z ludźmi. Z pozoru "popularni" ludzie nie zdają sobie sprawy ze swoich nieświadomych problemów. Wszystko wychodzi na jaw, w czterech ścianach , sam na sam ze swoimi właściwymi przekonaniami, ukrytymi pod maską pospolitości. Albo i nie- równie dobrze, może wtedy żyć kolejnym planem na zdobycie coraz to większej publiki. Co się dzieje, gdy zabraknie ludzi z otoczenia takiej osoby? Osób, które manipulowały każdą jego myślą i poglądami. Otóż, okazuje się że taka osoba nie istnieje bez innych. Jej osobowość ogranicza się do odbicia lustrzanego w oczach innych, dlatego też nie jest on stworzony do samotnego cierpienia. Alienacja kończy się silną depresją, albo nawet samobójstwem. A co byłoby jego powodem? Silne więzi społeczne, brak swojej tożsamości.
Niemniej jednak, nie sądzę że ptaki wrzeszczą z lęku wysokości. Myślę, że umiejętność daje poczucie wolności jaką człowiek nie posiada. Na niebie nie ma żadnych świateł, panów policjantów, czy też innych drogowskazów, które nakazują jakiekolwiek zasady. A pomimo to - nie panuje tam chaos. Wszystko opiera się na prawach natury i kulturze osobistej, nawet ptaki potrafią okazywać sobie szacunek. Tak ! mogłabym być ptakiem ;> ale jednak w pierwotnej wersji..chcę stać się lwem, takim z ogromnym kolorowym pióropuszem !


Gentlemani jeszcze istnieją ! Bless ya ! ;>>



środa, 28 października 2015

Przeszłość wraca jak bumerang i wprowadza zamęt w dobrze zkategoryzowanym życiu. Cała dotychczasowa siła zostaje użyta w celu utrzymania bodźców otoczenia oraz towarzyszących im refleksji na dużym poziomie abstrakcji.  W przeciwnym razie, powstałby kolejny ocean spokojny. Bo niespokojny pozostawiony bezpańsko, już wyschnął pod wpływem promieni słonecznych. Spokój uzyskany w sztuczny sposób funkcjonuje właściwie. Nie wiem o ile ma on związek z moją osobowością. Próba zaufania ludziom, którzy powinni być mądrzejsi ode mnie, a już na pewno bardziej kompetentni, przynosi zamierzone skutki. Z punktu widzenia obserwatora- na pewno. Jedna substancja może zupełnie odmienić mentalność człowieka, jednocześnie na chwilę niwelując zaburzenia.

Co sądzisz o gryzieniu bądź całowaniu w szyję ? Mój drogi, cóż ja ci mogę odpowiedzieć. Jak typowy człowiek w moim podejściem, odpowiem- to zależy. Każda forma wyrażania uczuć jest właściwa. Jednak w przeciwieństwie do pewnej przekupnej pani psycholog- uważam, iż nie należy wmawiać ofiarom prześladowań domowych, że ich ciemiężyciele zadają im ból z miłości. Ale to chyba jest tylko taka mała dygresja z mojej strony. Wszystko ma swój czas i miejsce, jak większość zdążyła zauważyć- moja tolerancja również ma swoje granice. Odnoszenie się ze swoim uczuciem, zarówno dotyczy to par heteroseksualnych jak i homoseksualnych- jest obrzydliwe i niewłaściwe. Wybaczcie ale nie mam ochoty wchodzić w życie intymne innych ludzi, a już tym bardziej w nim uczestniczyć. Z teoretycznego punktu widzenia powinnam mieć takie swoje życie, do którego uciekam po ciężkiej codzienności- albo raczej jego brak. A więc subiektywnie rzecz ujmując- całowanie w szyję jest źródłem niezwykłej przyjemności- szczególnie jeśli na tym się nie kończy. W grę wchodzi tutaj specyfika ust drugiej osoby, zapachu oraz częstotliwości oddechu. Sytuacja ulega komplikacji, gdy podniecająca staje się perspektywa bezdechu. Kąsanie raczej kojarzę ze zwierzętami, z którymi zresztą nie jeden człowiek się utożsamia. Taka "dusza krwiopijcy", która jest zaprzeczeniem samej siebie może być problematyczna w życiu. Lecz uzależnienia bywają różne-jeśli ktoś nie ma tendencji do pojawiania się blizn to urozmaicają akt, ale tutaj pole działania zostawiłabym już raczej psychopatologii.

Każdego dnia toczę walkę pomiędzy praktycznym psychologizmem a teoretycznym biologizmem, Ku mojemu zdziwieniu, żadne z tych przemyśleń nie odbiegają od hormonów i układu krążenia.

niedziela, 18 października 2015

Oświadczam, iż w przeciwieństwie do ludzi, którzy lubią sobie tak powtarzać, ja nie jestem kowalem swojego losu. W pewnym stopniu być może-uśmiecham się, swoim zachowaniem zmuszam siebie oraz innych do pewnych aktywności. To zawsze przynosi jakieś zamierzone cele. Aczkolwiek czasami już na starcie mamy pod górkę. Nie będę opowiadać jak to nasz kraj jest krainą wina i miodu płynącą..w którym odebranie windy przez dwa miesiące wakacji stanowi krok nie do przeskoczenia. Dlatego też od początku studiów musiałam zacząć uchodzić za niesamodzielną, "kapryśną" dziewczynę, która nosi się przy każdej możliwej okazji. Maska bezlitosnej kobiety nijak do mnie pasuje, a może jednak ? ;> Owszem- bardzo lubię moją grupę na studiach, nareszcie chociaż po trochu ktoś rozumie moją mapę myśli. W końcu to psychologia..tutaj wszyscy są zdrowo stuknięci. Jest mi niezmiernie przyjemnie, ucząc się nazw różnego rodzaju metod komunikacyjnych, których nieświadomie używam od dziecka. Być może uda mi się nawet jakieś wyeliminować z gry. Co pewnie miałoby jakieś pozytywne skutki, w szczególności w relacjach z facetami, które zawsze sprowadzają się do jednego tematu.

czwartek, 27 sierpnia 2015

To zabawne jak z dnia na dzień można przekreślić drugiego człowieka, zmienić zupełnie pogląd o tej osobie. Nagle zacząć bardziej wierzyć swoim domysłom, pogłoskom, czy może zgadywać intencje niżeli uwierzyć w te wypowiedziane. Sęk w tym, że osoby, które nas kochają często robią rzeczy dla nas niepojęte, co niekoniecznie świadczy o tym, iż nie są warte zaufania. Bunt jest przeznaczony dla wszystkich, a krzykliwe i głodne niezależności ja jest dużo ważniejsze od kaprysów innych. Takie sytuacje uczą. To wszystko nie znaczy, że nie ma już we mnie uczuć sprzed paru tygodni, wiem jedno- tęsknota nie zatruwa mi życia. Przeszłość była przyjemniejsza, ale to nie znaczy że należy do niej dążyć wbrew swojemu sumieniu. Zabawa już nie cieszy jak za dawnych czasów- ale rozsądny egoizm i szacunek dla samej siebie napawa mnie dumą.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Ostatnie dni utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie posiadam niczego, co nie byłoby tylko moje. Pewien pan mi powiedział : "Pamiętaj, że jestem starszy, 4 lata do nadal więcej niż 20% Twojego życia". Kto z Was przeprowadza takie kalkulacje ? Być może wiek to tylko liczby, niekoniecznie równa się z doświadczenie życiowym. Równie dobrze można przeżyć 4 lata w totalnej bezczynności, nie robić nic wartościowego ze swoim życiem i zmarnować te 20% , wtedy stoimy w martwym punkcie, jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu co ludzie parę lat młodsi. Z tym, że oni mają jeszcze do dyspozycji te 4 lata, które nam uciekły. Racja, czasami przez rok można przeżyć więcej i zdobyć więcej mądrości życiowej niż w ciągu poprzednich 10 lat. Myślę, że na tym własnie polega życie. Ale co jest istotne ? Nie nazywajmy siebie ludźmi bardziej dojrzałymi, czy doświadczonymi od innych przez wzgląd na wiek czy trudną sytuację z którą przez całe życie się mierzymy. Pamiętajmy, że nie wiemy co przeżyła ta druga osoba, dla każdego człowieka co innego wywoła nagłe olśnienie i przejrzenie na oczy, iż czasami warto byłoby się zachować w sposób bardziej dojrzały. Jednym wystarczy jedno wydarzenie, innym nawet seria tragicznych wydarzeń nie zmieni sposobu myślenia. Cokolwiek mówimy, nasz rozmówca nie wie co przeżyliśmy, my natomiast nie wiemy co przeżył on, być może przeżył o 20% więcej, być może wyciągnął z tego wnioski, być może nie. Ale nigdy, nawet jeśli jesteś osobą 100-procentowo empatyczną, nie jesteś w stanie postawić się w punkcie w którym stoi Twój rozmówca, dopóki sam tego nie przeżyjesz. Nie wiesz w jaki sposób on się czuję, nawet jeśli uważasz, że przeżyłeś coś dużo gorszego.
Depresja ? Każda różni się od innych, powodem, sposobem odczuwania. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużą rolę odgrywają w nas wspomnienia, których nigdy z nikim nie przepracowaliśmy. Leki pomagają uśmierzyć ból, jednak nie leczą zaburzeń psychicznych, rozmowa stanowi kluczową rolę. Wczoraj zdradziłam tajemnicę, którą kryłam w sobie od 3 lat. Dlaczego? Przez wstyd, który niekoniecznie należał do mnie. Niestety mam w zwyczaju wstydzić się za ludzi, których kocham. Jakie jest moje aktualne zadanie ? Przepracować to wydarzenie, które jest powodem wszystkich moich późniejszych kłopotów. Rozpoczynamy terapie i pracę nad sobą !

A teraz maltretujemy barki prądami i laserem ! ;>

środa, 29 lipca 2015

niespodzianka

Lubię starszych ludzi. Lubię ludzi którzy mogą pochwalić się mądrością życiową, którzy zawsze wiedzą w którym momencie pojawić się w naszym zyciu i powiedzieć " tak właśnie zrób, idź za głosem serca". Czasami starasz się miesiącami podjąć jakąś znaczącą decyzję. Nagle wstajesz rano i już wiesz. Nie wiesz skąd, ani dlaczego. Po prostu. Oczywisty staje się fakt, aby kroczyć tą drogą. To te decyzje uznaję za właściwe, wynikające z nikąd, przez wzgląd na intuicję czy wewnętrzny spokój, który towarzyszy myśląc o tej ścieżce.

Zaczynam wierzyć w telepatię, w siłę myśli. Wczoraj odezwała się do mnie osoba o której bardzo intensywnie myślałam przez cały weekend. Pragnęłam z nią porozmawiać, o przeszłości, teraźniejszości i lepszej przyszłości, którą kiedyś sobie przysięgaliśmy. Osoba ta od dziecka odgrywała bardzo istotną rolę w moim życiu, to z nią kształtował się mój charakter. Okazuje się, iż pomimo 3-letniej rozłąki nadal potrafimy rozmawiać tak samo, tak jakbyśmy nadal byli blisko, obecni w każdym elemencie naszego życia. Być może, prawdziwej przyjaźni nie da się zniszczyć. Nawet jeśli nie byliśmy rozważni i przestaliśmy o nią dbać. Czuję, że jakiś skrawek mojej duszy został nakarmiony.


wtorek, 28 lipca 2015

Spójrz tylko na nich - pustka.

Zaczynam tutaj od nowa. Postanowiłam nie usuwać starych postów bo poniekąd jest to część mojej przeszłości, skrawek mojej własnej historii której nie chciałabym się pozbyć. Pełną parą wkraczam w dorosłe życie, napotykając coraz to więcej trudności, zmierzając się z większą ilością obowiązków. Postanowiłam zobaczyć jak wygląda życie człowieka, który pracuje w pełnym wymiarze czasu. I bynajmniej praca w biurze nie jest moim powołaniem, tym bardziej cieszę się, że z powodzeniem wybrałam psychologię. Grzebanie w papierach cholernie nuży, tym bardziej jeśli każdy z kolejnych poznanych osób nie ujawnia żadnych charakterystycznych cech. Ludzie tak bardzo pochłonięci życiem codziennym zupełnie zapominają o sobie, o jakichś większych duchowych potrzebach. Przekładając dobra materialne ponad wszystko. A im bardziej czegoś pragniemy tym bardziej wymyka nam się to z rąk. Ostatnio dużo analizuję, ludzie na każdym kroku pragną nadzwyczajności, idealnej miłości, przyjaźni, wzniosłych uczuć, które sprawiają, że przez chwilę czują się "fajnie". Z tego wszystkiego zapominają, iż postawili to ponad wszystko. Każda chemia, czy magia przemija, człowiek zaczyna się przyzwyczajać po czym pragnie kolejnej rzeczy. Być może to dobrze, bo czym byłoby życie gdybyśmy do niczego nie dążyli?  Tylko dlaczego nie potrafimy dostrzec piękna w zwyczajności,bo przecież to nie motylki w brzuchu czy przypadkowy seks stanowią wielkie piękno lecz paroletni związek z burzliwą historią, kochająca się rodzina pomimo przeciwności losu. Być może mam inna teorię miłości, która moim zdaniem jest nauką. Nauką drugiego człowieka, która następuje po zauroczeniu, pełnym wzniosłych chwil, emocji. Być może potem następuje nuda, ale właśnie wzajemna akceptacja,dostrzeganie swoich wad i znoszenie ich, bycie razem zarówno podczas humorków jak i niehumorków stanowi WIELKIE PIĘKNO.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Łapać motyle ...


Nie pisze bo szczerze mówiąc nie umiem,nie potrafię opisać tego co we mnie siedzi. Na pozór, jest fantastycznie, piękna pogoda sprawia, że chce się żyć .Myślę, że każdy to odczuwa w jakimś stopniu, ja również. Tylko martwi mnie to, że nie mam z kim cieszyć się tą wiosną. Ostatnio jedynymi osobami w którymi gdziekolwiek wychodzę są moi rodzice. Jestem szczęśliwa, że ich mam, aż boję się pomyśleć co byłoby gdyby ich także zabrakło. Moje życie bez P stało się strasznie monotonne, bardzo mi Go brakuje. Teraz już nie wystarczy jeden telefon, aby wszystkie smutki znikły. Ostatnio bardzo często łapię się na tym, że myślę o tym co byłoby gdyby …gdybym postąpiła inaczej…co robiłabym w tym momencie, gdyby wszystko było na swoim miejscu. Nie sądzę, że spędzałabym popołudnia w domu . Zbyt dużo pochopnych decyzji, w takich sytuacjach prędzej czy później wszystko wymyka się spod kontroli i przestajemy mieć wpływ na to co się dzieje. A wiecie co jest najgorsze ? Reakcje tych wszystkich ludzi,  gdy dowiadują się, że wszystko się rozpadło i to na moje własne życzenie. Niemożliwe, że tak się to skończyło , przecież byliśmy nierozłączni , a jednak…a życie leci dalej i nawet nie stara się na mnie poczekać.


sobota, 30 marca 2013

Betonowe lasy mokną, wiatr wieje w okno...



U mnie jest dość dziwnie, panuje chaos w którym nie potrafię znaleźć nawet na chwilę spokoju. Zaczynam odczuwać problemy, które towarzyszą podczas wchodzenia w dorosłe życie. Nie chce mi się pisać o moim życiu emocjonalnym bo obecnie jest to jeden wielki burdel bez jakiegokolwiek rozwiązania.

Stwierdzam tylko, że polska służba zdrowia i polskie przepisy mnie przerażają. Totalne dno, ja się pytam kto to wszystko wymyśla ? Chyba ludzie którzy nie mają pojęcia o niepełnosprawności.


Życzę Wam wesołych, spokojnych świąt !


poniedziałek, 21 stycznia 2013

"Piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nosi, w jej figurze lub sposobie w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one drzwiami do jej serca – miejsca gdzie mieszka miłość.”

Znowu jest ciemno. Teraz ciągle jest ciemno, gdy rano wstaje jest ciemno i gdy wracam do domu też już jest ciemno. W sumie nic w tym dziwnego, w końcu to styczeń, a nie czerwiec, czy lipiec. Tylko, że ja tęsknie już za latem. Nie mam po co wychodzić teraz na dwór, jest zimno, ciemno i w dodatku ślisko.
 Weekend jak zwykle przeleciał mi bardzo szybko,a ja nadal niewystarczająco nacieszyłam się P. Chcę już weekend, chcę aby godziny, dni...płynęły szybciej.

Odbyłam ważna rozmowę z moim panem przyjacielem K i czuję się szczęśliwsza. Sama nie wiem jak to ogarnę i jak się zachowam? ale jest mi lepiej . Chyba powinnam czuć się podle, chyba popełniłam błąd, chyba jestem egoistką tylko z jakiegoś dziwnego powodu nie widzę tego. Żałuję, że od razu mu nie powiedziałam mu, że nie jest moim 'kochanym' i żeby nie oczekiwał ode mnie żadnych silniejszych uczuć, bo ich we mnie nie ma . Nie chciałam Go ranić, bo był ważny, był dobry i nie zasłużył na cierpienie ode mnie.
I tylko teraz pytanie jak ja powinnam się zachować, dlaczego nie mam poczucia winy?


niedziela, 6 stycznia 2013

Roz­poczęła się li­cytac­ja bólu oraz po­kazy­wanie ko­mu mniej zależy...

Znów kogoś straciłam, nie ma już jedynego, najlepszego przyjaciela. Dlaczego? Powodem jest tylko i wyłącznie zazdrosny i porywczy pan P. Tylko czy to moja wina? Czemu mam cierpieć za czyny innych? Całą noc myślałam o tym, czy Pan K miał wystarczający powód żeby mnie zostawić. Zachowałby się w taki sposób, gdyby był prawdziwym przyjacielem? Zostawił mnie tak po prostu,bez żadnych efektów specjalnych, nie zasłużyłam nawet na krótkie pożegnanie. Może to i lepiej, bo nie lubię pożegnań, ale przecież każdy dobrze wie, że to wcale nie było dla mojego dobra. Nie chce mnie znać, a ja nawet nie rozumiem dlaczego.Patrzcie jak wszystko szybko się zmienia, jeszcze do nie dawna byłam pewna, że nasza przyjaźń jest czym wyjątkowym i jestem dla niego bardzo ważna. Boli, strasznie boli. W dodatku nie wiem co mam począć z Panem P? Przecież nie potrafię zadawać kar...A może sam fakt, że musi patrzeć teraz jak cierpię jest dla niego wystarczającą nauczką...
Sama nie wiem do kogo mam większe pretensje...
Czy faceci nie są dziwni ?

piątek, 4 stycznia 2013

Mam naprawdę trudny charakter, sama nie wiem czego chcę, a wymagam tego od innych. Upajam się piosenkami Janusza Radka, który wmawia mi, że jestem piękna. Emocje jak zwykle biorą górę nad wszystkim. Przeżywam, stres nie pozwala mi oddychać. Dlaczego potykam się o byle przeszkodę? Gdzie podziały się moje siły do działania? Z każdej strony wpadam na lęk, to staje się nie do zniesienia. Dajcie mi opanowanie w całym tym chaosie. Potrzebuję ludzi, przystani do której mogę się udać. Ależ ze mnie pesymistka, czy zawsze taka byłam ?
W lutym wyjazd do szpitala na oddział rehabilitacyjny. Żyję nadzieją, że znów spotkam tylu fantastycznych ludzi oraz poprawię swój stan psychiczny. W końcu będę miała czas na pogrążenie się w lekturze, bo z tym to dość mocno jestem po tyłach. Mam plan spotkać się z Panem K i nareszcie porozmawiać z nim o sprawach niełatwych dla mnie. Nie ma co, stęskniłam się za widokiem tego jedynego najlepszego przyjaciela.



czwartek, 13 grudnia 2012

Zimno, a jednak pomimo wszystko spokojnie. Generalnie nie lubię zimy. Myślę, że to przez moją chorobę, w czasie zimy moje ruchy są nieco bardziej ograniczone i większość czasu spędzam w domu. Ostatnio w ogóle nie robię zdjęć, martwi mnie to. Zimowe zdjęcia pewnie wyszłyby bardzo ładnie, ale jakoś nie potrafię nikogo namówić aby ze mną poszedł, wszyscy ciągle są zajęci. Mam nadzieję, że przez święta znajdę kogoś chętnego. No właśnie, święta. Czujecie,że nadchodzą? Ja nie potrafię się już doczekać przerwy świątecznej, chwili odpoczynku z bliskimi, muszę odetchnąć od tych wszystkich obowiązków. Z panem P ostatnio widuję się tylko na parę godzin w weekendy więc też bardzo brakuje mi czasu spędzonego z nim. Ciągle się mijamy, mam nadzieję, że w nowym roku będzie lepiej.
Podobno się zmieniłam, zdecydowanie na plus. Odizolowałam się od pewnej osoby, przyjaciółmi to my na pewno nie zostaniemy. Jest mi lżej na sercu i powiedzmy,że zaczynam się bardziej doceniać. Zawiodłam się już tyle razy, że chyba nabrałam dystansu. 
 


sobota, 17 listopada 2012

Ciągle tkwi we mnie to samo przeżycie,codziennie interpretuje pewne słowa inaczej, staram się w nich doszukać chociaż odrobinę dobrych chęci, bezskutecznie.Nie potrafię myśleć o niczym innym, w głowie wciąż kłębi się to samo wspomnienie. Zwariowałam ? Oto dowód na to , że nadmiar wrażliwości szkodzi.
Pan P zjawił się o godzinie 22, po całym dniu pracy, aby chociaż troszkę mnie poprzytulać i nastawić bardziej pozytywnie przed jutrzejszym dniem. Cóż, wspaniałego mam chłopaka.

czwartek, 15 listopada 2012

Jeszcze nie wiem czy lepsze jest upychanie po katach swoich bolow czy tez postawienie ich na srodku pokoju i patrzenie na nie z boku. z pewnej odleglosci.

Męczą mnie koszmary i to niezwykłe, te są dużo bardziej przerażające. Budzę się z krzykiem i zapłakaną poduszką, są takie realne. Czy sny mają jakiś wpływ na nasze życie? Czy ludzie w ogóle mają czas aby zastanowić się nad tym o czym śnią? Cóż, owijam w bawełnę, zaczynam mówić o innych,a przecież tutaj chodzi o mnie. Ostatnio mam wrażenie, że moje życie jest jednym wielkim snem z którego nie potrafię się wybudzić. Ktoś sprawił mi ogromną przykrość, najprawdopodobniej świadomie. A ja znów się nie broniłam. Dlaczego? Winie się za to i co mi z tego ? Dlaczego wszystko biorę tak bardzo do siebie ? Dlaczego nie potrafię zapanować nad łzami? Dlaczego jest mi wstyd za coś czego nie zrobiłam ?!
Czuję się samotna, nic nowego. I znów obiecuję sobie, że nigdy więcej się nie przywiąże. Nie ma co, mam pecha do przyjaciół. Czy prawdziwi przyjaciele w ogóle istnieją? I po co ludzie się tak ranią? Chyba nie jestem stworzona do przyjaźni.
Możecie uważać, że cechuję się dużo zmiennością nastrojów, ale ja zaczynam się bać. Znów zaczynam bać się ludzi, a to do niczego dobrego nie prowadzi.
Nikt nie obdarzył mnie kojącą rozmową, a ja nie mam odwagi o to prosić.

Coś czuję,że kolejny raz moje urodziny okażą się złem koniecznym.Zamiast tych wszystkich prezentów poproszę takiego jednego prawdziwego przyjaciela ...

niedziela, 12 lutego 2012

"Najbardziej ranią nas Ci których kochamy... bo wiedzą gdzie mają uderzyc jeśli chcą nam zadać ból."

Zostałam wczoraj potwornie zraniona. Płakałam, a najgorsze było to, że nie potrafiłam tego zakończyć . Chciałabym przestać czuć, czy to wszystko musi tak cholernie boleć ? Ostatnio jestem raniona każdego dnia i męczy mnie pytanie: czy do bólu wewnętrznego można się przyzwyczaić ? Czym sobie na to zasłużyłam ? Serce przestanie krwawić, a oczy już nie będą zapłakane ?
Dziś zrobiła to osoba po której nigdy w życiu bym się tego nie spodziewała, jedna z najbliższych mi osób w ostatnim tym jakże chwiejnym okresie.

Obojętna twarz, zero reakcji na to co mnie otacza. Postanowiłam się cofnąć i nie mącić nieodpowiednim ludziom w głowie. Nie będę już przez nich płakać. Niestety Pawła nie było wczoraj i nie będzie go dziś. Trochę mi samotność doskwiera, ale nic na to nie poradzę. Cieszę się , że przynajmniej jest ze mną duchowo, nie czuję jego nieobecności, nie ma kłótni i niedomówień. Nic nie staje się monotonne i totalnie przewidujący, a raczej życie ostatnio nieźle mnie zaskakuje. Poznałam paru bardzo ciekawych ludzi, którzy stają się dla mnie ważni. Tylko tego troszeczkę się boję.
Nienawidzę tych rodzinnych imprezek , a jedna z nich właśnie mnie czeka.Założę czarną sukienkę, będę cicha i milcząca, tak będzie dla wszystkich lepiej. Będę taka jaką chcą mnie wszyscy mieć.

wtorek, 7 lutego 2012





Tej nocy irytowała mnie złośliwość rzeczy martwych oraz potworny ból głowy. Pewien pan dodawał mi otuchy. Ile bylibyśmy w stanie zmienić ? Życie jest piękne . Czyż nie ? Tylko wtedy , gdy wszystko jest w porządku , można powiedzieć , że ostatnie dni układają się po mojej myśli, a spontan pomaga mi żyć. Wypad do Szczyrku był jak najbardziej pozytywny i wspominanie go będzie dodawać mi sił.Nadal nie rozumiem niektórych osób . Czy po tylu latach znajomości nie stać ich nawet na odrobinę szczerości ? Potrafię znieść krytykę, tyle że ona powinna być stosowna i wypowiedziana z szacunkiem. Obgadywanie za plecami nieco mi do tego nie pasuje.

Zmienność nastroju ostatnio towarzyszy mi na każdym kroku .



niedziela, 22 stycznia 2012

Zimno, smutno, nadal pachnie samotnością. Nie potrafię sobie miejsca znaleźć. Porzucam tęsknotę, nostalgię, jak widać nieskutecznie. Nie było Go w piątek, nie było go wczoraj, nie wiadomo czy będzie dziś. Chce wyjść z domu i całkowicie oddać się fotografowaniu, będę fotografować puste, białe, brudne ulice oraz ludzi, udających się na mroźne,zimowe spacery, ludzi , którzy nie czują wstydu.
Codziennie, to samo, taki sam sposób spędzania popołudnia. Książka, ciepła herbata lub komputer i ciągła, nigdy niekończąca się nauka. Czasami Kubuś przychodzi , dając mi piękne, radosne chwile . Czasami wezmę do ręki aparat i czuję, że jestem wolna...że mogę być kim tylko zapragnę.
Pan K odpuścił, już nie jest idiotą , już nie czuję do niego żalu, chyba zrozumiałam. Milczy, a o swoich humorach informuje mnie poprzez opisy na gadu-gadu. Czy tak właśnie powinna wyglądać rozmowa ? Chciałabym szczerości...chociaż się jej boję.
Dzisiejsza noc, nie była tak spokojna jak zwykle. Całkiem możliwe, że płakałam ale bardziej w głowie utkwił mi ból. Mięśnie dają mi ostatnio popalić.

Potrzebuję bliskości i ciepła, muszę schować się w ramionach Pana P i zapomnieć o tym wszystkim. Chcę aby moje pragnienie, dziś stało się otaczającą mnie rzeczywistością...